Co było, gdy mnie nie było?

pixabay/nowy rok

Witaj w 2020 roku!

Mogę tak powiedzieć, ponieważ przez ostatnie 3 miesiące mnie tu nie było. Chciałabym szczerze opowiedzieć Ci, co wydarzyło się w moim życiu od listopada ubiegłego roku. A trochę tego było. Właściwie zmienił się nieodwołalnie mój świat. A przede wszystkim chcę zmobilizować samą siebie do działania, bo tego mi ostatnio chyba najbardziej potrzeba.

1. CIĄŻA

Być może wiesz to lub nie, ale jestem mamą dwójki dzieci. Janek w styczniu skończył 4 latka (jak ten czas szybko leci), a Laurka ma niecałe 3. Kiedy w listopadzie zaczęły doskwierać mi bardzo mocne bóle brzucha, ostatnią rzeczą przed pójściem do specjalisty, o jakiej pomyślałam, było kupienie testu ciążowego. Od jakiegoś czasu myśleliśmy z mężem nad powiększeniem rodziny. Widzimy każdego dnia, jak nasze dzieci się kochają i czujemy, jak cudowne jest to uczucie bycia rodzicami. Poza tym, kiedy w końcu nas zabraknie, wychodzimy z założenia, że im ich więcej, tym lepiej. Będą mieli wsparcie, będą mieli siebie nawzajem. Jednak zawsze coś stało na przeszkodzie, by podjąć konkretną decyzję o staraniu się o kolejne potomstwo. Pan Bóg zadecydował więc za nas (i to nie pierwszy raz), za co teraz jestem Mu bardzo wdzięczna. Choć nie ukrywam, że gdy na teście pojawiły się 2 kreski, pierwszym uczuciem był strach i niedowierzanie. Wydawało mi się to niemożliwe, ponieważ stosując NPR, znam swoje ciało i nigdy dotąd nie było żadnych problemów z określeniem czasu płodności. Ale… Choroba robi swoje. Oboje z Karolem byliśmy chorzy i braliśmy antybiotyki i to spowodowało rozregulowanie się cyklu i przyspieszenie owulacji. I tak oto wizyta u ginekologa potwierdziła, że jestem w 8 tygodniu ciąży i zostałam mamą trójki 🙂

pixabay/ciąża

CZY 9 MIESIĘCY CZEKANIA TO DUŻO? NIE, JEŚLI TYLKO TYLE MUSIMY CZEKAĆ NA MIŁOŚĆ NA CAŁE ŻYCIE… <3

2. DOLEGLIWOŚCI

Zapewne jest tu wiele kobiet, które pierwszą ciążę mają już za sobą. Nie wiem jak u Was, ale w moim przypadku za każdym razem pierwsze 4 miesiące są istnym polem walki z wymiotami, zasypianiem na stojąco i trzymaniem języka na wodzy (wtedy dużo więcej rzeczy mnie wkurza). O ile w pierwszej ciąży miałam luksus odchorowania tego wszystkiego w łóżku i odpoczynku do woli, o tyle w drugiej nie było już tak łatwo, nie wspominając o obecnej. Napiszę teraz coś, co może jest kompromitujące, ale bardzo obrazowe i prawdziwe. Nosząc Laurkę pod sercem, Jaś był na etapie raczkowania i stawiania pierwszych kroczków. Moja uwaga była skupiona na nim maksymalnie, żeby tylko nie stała mu się krzywda. I tak podczas pochylania się nad nim, kiedy raczkował, nie udało mi się dobiec do toalety i cała zawartość żołądka wylądowała na Jaśku. Byłam w szoku, on był w szoku, mój mąż się śmiał. Później już tylko przy nim kucałam 😀 Obecna ciąża jest dla mnie najtrudniejsza. Dolegliwości są BARDZO męczące i niestety codzienne, a nawet częstsze. Po pierwsze nie mam czasu ani sposobności na odpoczynek, a oczy same mi się często zamykają. Po drugie odkąd Jaś chodzi do przedszkola, co kilka tygodni przynosi jakąś chorobę i przez około 2 tygodnie choruje każdy z domowników po kolei (akurat, kiedy dowiedziałam się, że jest dzidzia w brzuszku, męczyła nas ospa wietrzna). Po trzecie… mam toksoplazmozę.

pixabay/usg

” JEŚLI MA PANI SILNE DOLEGLIWOŚCI CIĄŻOWE, TO ZNACZY, ŻE JEST DOBRZE, BARDZO DOBRZE. TO ZNACZY, ŻE JEST PANI STWORZONA DO RODZENIA DZIECI”

Mój ginekolog (Wyjaśnił mi cały cel mojego bolesnego istnienia :D)

3. CHOROBA

TOKSOPLAZMOZA jest jedną z najbardziej rozpowszechnionych chorób pasożytniczych u człowieka, wywołaną pierwotniakiem Toxoplasma gondii. Niestety, kiedy do zakażenia dojdzie w ciąży, może powodować ona bardzo ciężkie skutki dla płodu, m.in. poronienie, wodogłowie, uszkodzenie mózgu, wzroku, ślepotę czy padaczkę, jak i wiele innych. Kiedy na początku stycznia zobaczyłam wyniki badań krwi, brzmiały one jak wyrok. Nie miałam zielonego pojęcia, jak w ogóle mogło dojść do zakażenia. Ja, która myje wszystko, co się da, owoce, warzywa, mięso (oprócz kurczaka). Ja, która po pogłaskaniu kota czy psa nie mogę znieść brudu na swoich rękach. Ja, która nie tknie surowego mięsa… Więc skąd? Co konkretnie zrobiłam nie tak, że mogę skrzywdzić swoje niewinne dziecko. To pytanie dręczyło mnie dniami i nocami, dopóki nie zrozumiałam, że jest bezcelowe, niczego nie zmieni i tylko zabija we mnie wszystkie inne, dobre myśli. Postanowiłam oddać życie i zdrowie dzieciątka w Boże ręce i od razu mi ulżyło. Wiedziałam też, że muszę po ludzku, zrobić co się da, aby skutki mojej choroby były dla Maleństwa jak najmniejsze. Badanie USG nie wykazało żadnych nieprawidłowości na tym etapie rozwoju, co dało mi dużo nadziei. Pojechałam do warszawskiego szpitala. Tam zrobili mi szczegółowe badania, które potwierdziły, że sytuacja nie wygląda kolorowo i zostało wdrożone leczenie. Do końca ciąży muszę brać antybiotyk, trzy razy dziennie. Jest ohydny, bo za każdym razem staje mi w gardle i nie mogę go przełknąć, ale to realna ochrona dla dzieciątka, które noszę pod i w moim sercu 🙂 Poza tym przeszłam niedawno zabieg amniopunkcji. Nie było to przyjemne, zwłaszcza gdy podpisywałam papiery o ryzyku i możliwych powikłaniach, a później, kiedy zobaczyłam długaśną igłę, która miała przebić mój cały brzuch. Na szczęście dzieciątku nic się nie stało, szybko doszłam do siebie, a wyniki, które dopiero co dostałam, pokazały, że NIE MA pierwotniaka w DNA dzidzi!!!! Ufff…

pixabay/tabletka

4. CODZIENNOŚĆ

Dni płyną mi dość szybko, czasem ciężko mi nadążyć za kalendarzem. Czas spędzony z dziećmi jest największą częścią każdego z nich, zwłaszcza że Laurka jest ze mną w domu i nie ma już praktycznie drzemek w dzień. Kocham ich całym sercem, ale brak mi często cierpliwości i opanowania emocji… Brak mi oddechu. Jednak muszę stanąć w całkowitej prawdzie przed sobą samą. Bardzo dużo czasu też MARNUJĘ. Leniuszek zagościł w mojej głowie i nie chce mu się wstać z fotela z napisem “łatwizna, po co się wysilać”. Ten fotel jest dość duży i zajmuje miejsce wymaganiom, pracy nad sobą i nie pozwala wyprostować się MOBILIZACJI, której leniuszek się bardzo obawia. Na szczęście przyszedł powiew wiosny i nadszedł moment na przesunięcie/wyrzucenie gratów. Fotel leniuszka zaczął się przesuwać ku wyjściu. Ten wpis to pierwszy krok do konkretów i śmiałych kroków. Właśnie włączyłam sobie jedną z ulubionych nut (Kings of Leon – Comeback Story) i piszę PRAWDĘ, choć to czasem niełatwe mówić o niej wprost. Mam jednak nadzieję, że pozwoli i Tobie złapać za miotełkę 😉

SERIALE I FILMY

Bardzo lubię oglądać. Jestem wzrokowcem, więc obraz działa na mnie silniej niż dźwięk. Poza tym są dobrym wypełniaczem czasu… Za dobrym i za bardzo dostępnym. Poza Internetem mamy Netflix i HBO GO (niby ze względu na bajki dla dzieci). Ostatnio poczułam, że to oglądanie mnie pożera, dosłownie i w przenośni. Zajada mój czas, moje myślenie, kreatywność, ciszę. Wcześniej miałam codziennie chwilę na tzw. twórcze myślenie. Do tej pory w mojej głowie kłębi się dużo myśli. Nie mogę nazwać ich nawet pomysłami, choć wydają mi się czasem genialne, ale co mi z nich skoro nie ma przy tym żadnego konkretnego działania i realizacji. Poza tym serialiki zajęły dużą część mojego, a raczej naszego wieczoru. Po usypianiu dzieci siadamy i się wgapiamy w ekran, wymawiając się zmęczeniem i chęcią odetchnięcia, “nic nierobienia”. Zawsze coś za coś. Skasowały one rozmowy, planowanie, czułość, czas dla naszego małżeństwa.

KSIĄŻKI

Uwielbiam wchodzić w nie mój świat, zaszywać się w domu bohaterów, wędrować ulicami wyobraźni i rozwiązywać dylematy duszy. Czytam dużo i przy tym odpoczywam. Zawsze miałam konkretne postanowienie, jako że jestem fanką powieści i kryminałów, to raz tego typu książka, a zaraz po mniej coś, co poszerzy horyzonty mojej wiedzy. Jak większość moich postanowień i to umarło śmiercią męczeńską wraz z rozpoczęciem czytania Serii książek. Powtarzałam sobie, że przeczytam najpierw całą sagę, a te “mądre” nadgonię. Ale nie wychodzi. Chcę do tego jednak wrócić, bo czuję, że czytając tylko te wciągające, z bogatą fabułą, tracę na swoim własnym rozwoju osobistym, a przy tym tracisz i Ty, bo większość tych “pomiędzy” dotyczy relacji, związków, wychowania i tytułów bliskich tej tematyce. Poza tym muszę inwestować w przyszłość i to, kim chcę być…

STUDIA

Tak, znów jeżdżę na uczelnie. Są to studia (a raczej STUDIUM) bardzo mocno związane z ty blogiem i tym, co chcę robić w przyszłości, czyli pomaganiu małżeństwom i rodzinom w budowaniu relacji, a nie ich burzeniu. Poza tym są dla mnie bardzo trudne. Dlaczego? Ponieważ wymagają konkretnej zmiany siebie samego, swojego patrzenia na świat, życie, rodzinę i wychowanie dzieci. Przez te kilka zjazdów widzę efekty. Najbardziej zmieniło się moje podejście do dzieci. Wszyscy specjaliści, z którymi mam tam do czynienia rozjaśniają mi w głowie, kategoryzują pewne tematy, dają światło na określone zachowania i przede wszystkim metody do mądrej i owocnej pracy i pomocy. PRACA. To kolejny wspaniały pomysł Pana Boga, gdyż właśnie okazało się, że zostałam zaproszona do współpracy z Diecezjalnym Duszpasterstwem Rodzin. W sobotę pierwsze spotkanie 🙂

MĄŻ

Zawsze powtarzam, że relacja małżeńska jest tą najważniejszą w całym świecie i trzeba zrobić WSZYSTKO, by o nią dbać w zwykłej szarej codzienności. Zawodzę… Gadam, a sama nie robię. Czuję, że mój Karol jest ostatnio zaniedbany i kilka nici z łączącej nas pajęczyny zostało zerwanych. Jestem opryskliwa, niedelikatna, brak we mnie troskliwości i dotyku, a to przecież jego podstawowy język miłości. Staram się na tym skupiać, bo wystarczy tak niewiele… Dlatego na walentynki skorzystałam z gotowca, prezentując mu plakat z 100 pomysłami na randki. Jest w formie zdrapki i postanowiliśmy sobie, że puki nie wypełnimy jednego, nie zdrapujemy kolejnego. Zatem obecnie czeka nas wieczorna randka przy pizzy na placu zabaw 😀 Tylko co dzieci na to powiedzą…

LUDZIE

Zawsze miałam słabość do dobrych, serdecznych, pięknych ludzi. Właśnie takimi chcę się otaczać. Dlatego cieszę się z tego, że nasz dom pełen jest co weekend przyjaciół, znajomych, rodziny i spotkań, rozmów od serca, o wszystkim i niczym. Że są wspólne śniadania i kolacje. Zdecydowanie wolę ludzi niż życie, które toczy się za szklanym ekranem. Choć czasami łapię się na tym, że jest nie posprzątane czy nie gotowe, dzieci nie ubrane, ja bez makijażu. Te myśli przechodzą tak szybko, jak pojawią się goście, bo wiem, że nic nie ma większego znaczenia niż to, że oni wszyscy po prostu są, że chcą być.

WIARA

Jest dla mnie ostoją i ochroną. Wszystko w moim życiu ostatecznie do niej się odnosi. Kiedy mam kryzys jest dla mnie pociechą, jest odpowiedzią na nurtujące pytania, kiedy mam lenia jest siłą napędową do działania. Za mało ją w sobie pielęgnuję, tłumaczy mnie tylko, że to ciągły proces, w którym są wzloty i upadki. Jednak chcę i pragnę iść za Kimś, kto zna moją drogę i poprowadzi najlepszą trasą. A zawsze lepiej jest iść u boku przyjaciela.

pixabay/kciuk

Obecnie wychodzimy z grypy żołądkowej, którą tydzień temu przyniósł Jaś z przedszkola. To była najgorsza choroba w naszym domu jak do tej pory, Jaś już dziś bryka, ale Laurka jeszcze dochodzi do siebie, a Karol zaczął dziś troszkę jeść. Nieprzespane noce, dnie pełne płaczu, bólu i zmęczenia. My z dzidzią jakoś wyszłyśmy z tego bez szwanku i mam nadzieję, że tak pozostanie. Jestem w 20 tygodniu ciąży, czuje się troszkę lepiej, wymiotuję sporadycznie. Wciąż rodzinnie myślimy nad odpowiednim imieniem i to nie jest łatwa sprawa 🙂 To zadanie dla mojego męża! Nie jestem złośliwa, po prostu on sam mi zapowiedział, że przy kolejnym dziecku to on musi zdecydować (ja wybrałam imiona Jasia i Laurki). Staram się go jednak troszkę naprowadzać 😉

To wpis bardzo prywatny i osobisty, bo jeszcze do tej pory nie napisałam tutaj tyle o mojej codzienności, ale cieszę się, że jest. Cieszę się, że Ty jesteś. Bo dzięki temu mam werwę do działania, do zmian i wysiłku. A wszystko, co wiele kosztuje, jest najcenniejsze, prawda?

Poświęciłam sporo czasu, żeby stworzyć dla Ciebie ten wpis. Udało się! :) Teraz Twoja kolej? Pragnę, by to miejsce było NASZE, wspólne. W związku z tym, chcę przedstawić Ci kilka OPCJI jak możemy pozostać w kontakcie i ubogacać siebie nawzajem:

  • PODAJ DALEJ -> Jeśli ten tekst Ci się podoba i wnosi w Twoje życie konkretną wartość – podziel się nim ze znajomym.
  • SKOMENTUJ -> Zostaw proszę komentarz pod wpisem. Dla Ciebie to tylko chwila, a dla mnie istotna wskazówka.
  • FANPAGE -> Polub moją stronę na Facebooku, staram się często wrzucać tam drobne, życiowe wskazówki.
  • NEWSLETTER -> Zapisz się do Newslettera. Dzięki temu prosto na swoją skrzynkę, raz w miesiącu, będziesz dostawała garść świetnych pomysłów (najczęściej dotyczących związków i relacji).
  • INSTAGRAM -> Możesz śledzić mnie na Instagramie, gdzie oprócz wielu fajnych fotek (nie tylko moich dzieciaczków), znajdziesz całą masę ciekawych myśli i codziennych inspiracji.

2 607 Replies to “Co było, gdy mnie nie było?”

  1. Natalio, dziękuję, że chciałaś się tym wszystkim podzielić, to bardzo cenne.
    Życzę Wam zdrowia, będę się modlić o całą piątkę ;]

  2. Na surowym kurczaku są bakterie – przede wszystkim Salmonella. Więc gdy będziemy go myć, to wraz z pryskającą wodą rozniosą się po zlewie, mogą trafić na suszące się naczynia, nie mówiąc już o tym, że pokryją ręce.
    Ponadto temperatura wody jest za niska, by unieszkodliwić bakterie. Znikają one dopiero we wrzątku. Oprócz Salmonelli na kurczaku mogą się znajdować pałeczki Campylobacter, które niekiedy wywołują wrzody żołądka, spadek odporności, a nawet sepsę.
    Dla niedowiarków krótki filmik z ekspertem:
    https://www.youtube.com/watch?v=LDTHw19-nuk

  3. Hello there I am so excited I found your blog page, I really found you by
    accident, while I was browsing on Aol for something else, Nonetheless I am here now and would just like to say many thanks for a marvelous post and a all round entertaining blog (I
    also love the theme/design), I don’t have time to read it all at the minute but I have bookmarked it
    and also added in your RSS feeds, so when I have
    time I will be back to read a great deal more, Please
    do keep up the superb work.

  4. This is the ideal blog site for anyone who wants to learn about this topic. You understand so much its virtually hard to suggest with you (not that I actually would want?HaHa). You most definitely placed a brand-new spin on a subject thats been written about for years. Fantastic things, just excellent!

  5. It’s in reality a great and useful piece of info.
    I am happy that you simply shared this useful info with us.
    Please keep us informed like this. Thanks for sharing.

  6. Nice post. I used to be checking constantly this blog and I’m impressed!
    Very helpful information particularly the final section 🙂
    I deal with such info much. I used to be looking for this certain info for a very lengthy
    time. Thank you and best of luck.

  7. Pretty section of content. I just stumbled upon your
    site and in accession capital to assert that I get in fact
    enjoyed account your blog posts. Any way I will be subscribing to your
    feeds and even I achievement you access consistently rapidly.

  8. Hey there just wanted to give you a quick heads up. The words in your
    article seem to be running off the screen in Ie. I’m not sure if this is a format issue or something to do
    with internet browser compatibility but I thought I’d post to let you know.
    The style and design look great though! Hope you get the
    problem resolved soon. Thanks

  9. I’d like to thank you for the efforts you have
    put in writing this website. I really hope to check out the same high-grade blog posts by
    you later on as well. In truth, your creative writing abilities has encouraged me to get my own, personal blog now ;
    )

  10. The aftereffects of delirium — an acute, sudden change of consciousness and mental acuity — can complicate recovery from Covid-19. Seniors hospitalized for serious illness are susceptible to the often-unrecognized condition when they’re immobilized for a long time, isolated from family and friends, and given sedatives to ease agitation or narcotics for pain, among other contributing factors.
    https://www.gain777.com

  11. “Even at my age, people can get incredible benefit from rehab,” said Quinn, who spent nearly two weeks at Chicago’s Shirley Ryan AbilityLab, a rehabilitation hospital, before returning home and getting several weeks of home-based therapy. Today, he’s able to walk nearly 2 miles and has returned to work, feeling almost back to normal.
    https://www.dok222.com